Skip to content
Pokaż menu

O włos od tragedii. Moje najważniejsze 20 minut życia

Ile trwa 20 minut? Czyli jak czas potrafi udowodnić, że nigdy nie jest się przygotowanym na koleje losu, niby znany teren i warunki pogodowe.

 

To nie był zły dzień, wszystko zaczęło się jak zawsze, gorąca kawa, uśmiechy na twarzach i odzież… jak zawsze!

Był śnieg, wiał lekki wiatr, ale nie było w tym nic niepokojącego. Ze śmiechem robiliśmy sobie zdjęcia i nagrywaliśmy film dla przyjaciół… Weszliśmy od Świątyni Wang przez Starą Polanę na Słonecznik. Stamtąd przeszliśmy nad Kotłem Wielkiego Stawu i dopiero tam nasza historia się zaczęła… W momencie dotarcia za granicę Kotła Wielkiego Stawu pogoda diametralnie się zmieniła – nagle zrobiło się ciemno od śnieżycy, zimno od mrozu i szlak zaczął zamieniać się w nieznaną nam drogę, a raczej jej brak. Panika zaczęła się w momencie kiedy nie widać było już nic – nie widać było własnych dłoni, o towarzyszu podróży nie wspominając. To był moment, w którym wyciągnęłam telefon i resztkami sił starałam się skontaktować z GOPR-em. Moje przerażenie było ogromne, nikt mnie nie rozumiał, wiatr był na tyle silny ze nie słyszałam, co mówi osoba po drugiej stronie. Postanowiłam zostawić telefon w ciągłym połączeniu twierdząc, że w końcu ktoś namierzy nas po sygnale. Wiedziałam, że to już końcówka i już nie szukałam drogi do szlaku już szukałam sposobu żeby chociaż znaleziono Nasze ciała…

 

Ale mózg kazał walczyć, rozum krzyczał: IDŹ !!! I poszliśmy… zapytacie mnie jak znaleźliśmy drogę? Nie wiem… po prostu resztkami sił i wolą walki o życie czołgaliśmy się wzdłuż tyczek. Po około 20 minutach dotarliśmy do rozdroża i odbicia szlaku prowadzącego do Lucni Boudy.

 

Tam już i ciało i mózg ze względu na znakomitą znajomość szlaku wiedziały, że jesteśmy blisko. Nie wiem jak tam dotarliśmy, byłam już skrajnie wyczerpana, mój towarzysz też. To był moment, którego nie jestem w stanie opisać, totalnie opadłam z sił. Wtedy zadzwonił telefon. Męski głos w słuchawce powiedział: NIE RUSZAJCIE SIĘ JEDZIEMY PO WAS. WIEMY GDZIE JESTEŚCIE! Rozpłakałam się. Wiedziałam, że udało nam się wygrać walkę z orkanem i że jeszcze tą noc spędzę w domu…

Nie było jednak tak kolorowo. Okazało się, że ciało dostało za bardzo w kość....

 

całą relację przeczytasz tu

 

dodaj komentarz

Skomentuj

comments powered by Disqus