Skip to content
Pokaż menu

Rafał Fronia o zdobywaniu Makalu w Muzeum Przyrodniczym

Pojechaliśmy. By zdobyć szczyt, by powalczyć, by pobyć w dziczy górskiej, wspinać się, nacieszyć oczy widokiem surowego piękna…

 

Wylecieliśmy 4. kwietnia. Wcześnie, tak by mieć czas dla tej góry, która schowana daleko za doliną rzeki Barun wymaga od wspinacza czasu właśnie. Nie da się szybko. I okazało się, że mieliśmy rację. Czas w tej wyprawie miał wielkie znaczenie.

Nepal przywitał nas strajkami. Stanęło dosłownie wszystko, nawet riksze i taksówki, o sklepach nie wspomnę, a potem przyszły mgły w Thumlingtar. My na lotnisko, pełni optymizmu, a tu wieść, że samoloty nie latają, i tak przez kilka dni. Kiedy wreszcie dolecieliśmy, znów dogonił nas strajk. I tak na samym starcie złapaliśmy tygodniowy poślizg, do którego doszły jeszcze dwa dni czekania w dolnej bazie z powodu śnieżycy. Ale nic nie trwa wiecznie, siedmiodniowy, ciężki trekking 11-18 kwietnia przez dżunglę, piargi i przełęcze dobiegł końca, a my 21 kwitnia dotarliśmy do położonej na potężnej skalnej bule na wysokości 5650 m bazy.

Akcja górska rozpoczęła się 22 kwietnia, kiedy po całonocnej śnieżycy wyszliśmy wynieść depozyt do tzw. Crampon point. Tu zaczyna się lodowiec i właściwe wspinanie. Niżej góra przypomina pokruszony kamieniołom zasłany ostrymi kamieniami, które ciągle osuwają się spod butów.

Pogoda dobra, zapał pchał nas do góry, więc w następnym wyjściu bez problemu założyliśmy obóz pierwszy na krawędzi śnieżnego płaskowyżu. Następnego dnia podnieśliśmy go do miejsca obozu drugiego, który stał się później naszą “jedynką” - po aklimatyzacji dochodziliśmy tu z bazy w niecałe sześć godzin. To przymusowy spacer, droga wiedzie pomiędzy serakami i szczelinami wijąc się po śnieżnych mostkach. Niby nudno, brak trudności, ale w każdej chwili można znaleźć się kilkadziesiąt metrów niżej oglądając lodowiec od spodu, więc czujność konieczna. Często słyszałem jak Kinga krzyczała do mnie: „wpinaj się”, „wiąż się”, i w pamięci stawał obraz kotła na Dhaulagiri, też łatwego śnieżnego zbocza… i szczelin.

 

To tylko fragment barwnej opowieści Rafała Froni. Chcesz dowiedzieć się więcej? Przyjdź na spotkanie z himalaistą w czwartek (27 marca) do Muzeum Przyrodniczego. Start godzina 19:00.

 

fot. kingabaranowska.com

dodaj komentarz

Skomentuj

comments powered by Disqus